Woreczki z grochem

Kasia została w domu, bo przecież już po 4 dniach chodzenia do przedszkola pojawił się u niej katar i choć głęboko wierzę, że na tym się zakończy odliczam czas do infekcji u Maksymiliana- chwilo trwaj!

Jednak korzystając z czasu WOLNEGO, który był mi dany bo…


pozostała mi jedynie opieka nad moim półtorarocznym synem oraz zwykłe domowe obowiązki, postanowiłam zagłębić się w szafie z ubraniami moich dzieci. Udało się, porządki zrobiłam ale toreb z ciuchami już przez trzy dni nie wyrzuciłam i kiedy dziś kolejny raz schyliłam się żeby je przesunąć przyszła mi do głowy odpowiedź na pytanie, które codziennie zadają moje dzieci: Mamo, co robimy?

Dziś zrobimy woreczki z grochem, a zdaniem Kasi piłki:D pamiętam zabawy z woreczkami jeszcze z moich czasów przedszkolnych, pamiętam jeszcze białe słodkie cukiereczki, które wychowawczyni codziennie nam rozdawała z metalowego pudełeczka ale nigdy nie doszłam co to było. No nic, woreczki na pewno były, są i będą jedną z najprostszych zabawek dającą wiele możliwości rozwoju nowych umiejętności i utrwalania tych już zdobytych.

Z toreb wyciągnęłam 3 jakieś szmatki- oczywiście wśród nich musiała być różowa, zawołałam dzieciaki na dywan i zabawa start.

Zabawę rozpoczęliśmy od testowania składników sypkich: Maksio próbował zjeść, Kasia zaczęła wszystkim podrzucać, a później udało mi się ich namówić do zbierania ziarenek ponownie do pojemnika, więc wszystko szło zgodnie z planem – wspieranie małej motoryki;)

Ja w tym czasie zabrałam się za szycie, a raczej nierównym ściegiem „za igłą” połączyłam dwa skrawki materiału. My korzystaliśmy z rękawa śpiochów i dwóch nogawek, więc miałam mało szycia i wszystko zajęło mi max 10 min- przygotowanie trzech sztuk.

Dzieciaki w tym czasie poznawały sekrety ryżu, kaszy i grochu oczywiście roznosząc go na swoich stopach po całym mieszkaniu. Maksiowi udało się skosztować ziarna, ale sam doszedł do wniosku, że lepiej będzie je wypluć.

Następnie zaczęliśmy napełniać powstałe torebeczki ziarnami. Okazało się, że w torebce Kasi pozostawiłam zbyt mały otwór i trudno było ją napełnić i tu narodził się kolejny pomysł na zaskoczenie mojej córki- zrobiłam lejek z butelki, bo przecież w domu nie posiadam takiego ze sklepu.

Woreczki gotowe, szaleństwo trwa. Każdy proponuje, do czego mogą służyć nowe zabawki i tak:

Nosimy na głowach, chodzimy na czworaka i nosimy na plechach, podrzucamy, łapiemy palcami u stóp i próbujemy podnieść, miętosimy w paluszkach, udajemy małpki i podnosimy woreczki tylko stopami, wozimy w przyczepach naszych autek, a na koniec zabieramy na spacer w wózkach.

Zabawa trwała ponad godzinę, sprzątanie 10 min.

Było warto! Zawsze warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *