Gordonki – co warto wiedzieć o zajęciach umuzykalniających dla maluchów + KONKURS

Od jakiegoś czasu prawie w każdej klubokawiarni możemy się zapisać na zajęcia umuzykalniające dla maluszków. O tym, dlaczego warto na nie pójść i czym się kierować przy wyborze zajęć opowie Basia Jagodzińska-Habisiak z MeloMaluchy MeloBrzuchy.

Moda na Gordonki trwa nieprzerwanie od kilku lat. Na zajęcia uczęszczają nawet kilkumiesięczne dzieci. Te same maluchy uczestniczą również w koncertach. Co kryje się pod tajemniczą nazwą „gordonki”? Co wyróżnia dobre zajęcia? Czy to nie jest przypadkiem jakaś nowa moda i czy śpiewanie dziecku „pam pam pam” może być rozwojowe? Poczytajcie, co pisze Basia – organizatorka koncertów dla najmłodszych.

Michał Krzyszkowski

Gordonki – co to takiego?

Zajęcia te są po trosze wynikiem mody. Ale to moda, za którą warto podążyć. Gordonki to nazwa zajęć umuzykalniających, które prowadzone są zgodnie z teorią uczenia się muzyki amerykańskiego muzyka jazzowego i pedagoga Edwina Eliasa Gordona. To właśnie on podczas prowadzenia swoich muzycznych zajęć zauważył, że dzieci potrafią uczyć się muzyki tak jak uczą się języków. W skrócie polega to na tym, że mówiąc do dziecka po polsku, będzie ono powtarzać pojedyncze dźwięki, sylaby, a potem całe wyrazy i tworzyć z nich zdania w języku polskim. Na polu muzycznym – dziecko powtarza pojedyncze dźwięki na różnych wysokościach, potem krótkie motywy tonalne (czyli melodyczne) lub rytmiczne. A po jakimś czasie, potrafi samodzielnie tworzyć zdania muzyczne czyli melodyjki czy rytmiczne wierszyki. Proste? Proste! Tylko czy do tego potrzebny jest nauczyciel?

Michał Krzyszkowski

Gordonki – czym się kierować przy wyborze zajęć i na czym one polegają

Najbardziej istotne jest to, żebyście razem z dzieckiem czuli się dobrze w towarzystwie instruktora i w sali, w której odbywają się zajęcia. Dowiedzcie się również, czy osoba prowadząca posiada uprawnienia do prowadzenia zajęć tą metodą. Na zajęciach rodzic wraz z dzieckiem aktywnie uczestniczą w zabawie z muzyką. Powtarzają krótkie motywy rytmiczne i melodyczne, śpiewają całe piosenki i rytmizują wierszyki, poruszają się. Instruktor na tych spotkaniach jest drogowskazem, sugeruje, w jaki sposób można bawić się muzyką. Prezentuje melodie w różnych skalach – i to wyróżnia zajęcia gordonowskie od innych. Nie używa się instrumentów, które akompaniują śpiewowi. Przede wszystkim istotny jest ŚPIEW, RYTM i RUCH. Oprócz tego na rytmice czy podobnych zajęciach wykonuje się głównie piosenki wesołe i smutne (czyli durowe i mollowe). Gordon uważał, że to za mało. To tak jakby mówić do dziecka w okrojonym zakresie słów. Na całe szczęście muzyka może być nie tylko radosna i żałosna.

Dla tych, którzy chcą posiąść wyższy stopień wtajemniczenia – jest 7 skal modalnych, w których można zaśpiewać różnorakie melodie. Co więcej jest też kilka metrum, czyli podziałów rytmicznych, które uporządkowują te melodie i rytmy. Ale dzięki dobremu instruktorowi rozumienie tych pojęć staje się zbędne, bo wszystko można wyczuć w ciele jako naturalne odruchy. Tego właśnie chcemy nauczyć dzieci na gordonkach – naturalnego posługiwania się wielobarwnym językiem muzycznym, umiejętności swobodnej improwizacji i poruszania się. Instruktorzy korzystają z prostych sylab typu pa/ba/da, żeby skupić uwagę dziecka na melodii czy rytmie, a nie rozumieniu tekstu. Rodzicom może się to wydać infantylne i mało rozwijające, ale jest to świadome zachowanie i ma na celu większą absorbcję języka muzycznego niż mówionego podczas zajęć.

Michał Krzyszkowski

Michał Krzyszkowski

Gordonki – czy to potrzebne?

Tylko po co to mojemu dziecku, skoro i tak nie zostanie muzykiem? Dobre pytanie. W większości domów w USA stoją pianina albo inne instrumenty. Większość dzieci uczęszcza na zajęcia muzyczne, w szkołach są chóry, zespoły muzyczne, amatorskie orkiestry pozaszkolne. Dlaczego? Uważają oni, że uczenie się muzyki wpływa nie tylko na ich rozwój artystyczny. Dzięki grze na instrumentach i śpiewie ich życie (a wcześniej rozwój i nauka w szkole) jest piękniejsze, łatwiejsze, bogatsze, przyjemniejsze. Wiele badań naukowych wskazuje, że nacisk położony na naukę sztuk artystycznych (czyli m.in. muzyki) wpływa niezwykle pozytywnie na naukę pozostałych przedmiotów.

Można to łatwo wytłumaczyć tym, że dzięki ćwiczeniom muzycznym (śpiew, gra na instrumencie, tworzenie muzyki) w mózgu powstają nowe połączenia między neuronami. Im więcej mamy neuronów, tym sprawniej działa nasz mózg i tym łatwiej przyswajamy wiedzę i nowe umiejętności. A im wcześniej zaczniemy dbać o rozwój, ilość i jakość naszych neuronów, tym lepiej dla naszej pamięci i rozwoju umysłowego. Nikt nie zagwarantuje, że dzięki gordonkom nasze dzieci będą geniuszami, ale z pewnością uczęszczanie za zajęcia umuzykalniające sprawi, że będzie im się w przyszłości łatwiej uczyć.

Michał Krzyszkowski

Kochani! W prezencie od MeloMaluchy MeloBrzuchy mamy dla Was podwójną wejściówkę na MeloKoncert, który odbędzie się 15 grudnia o godzinie 11.30. Szczegóły wydarzenia tutaj. Napiszcie w komentarzu pod postem, na czym najbardziej lubicie grać (garnki i łyżki wazowe to również instrumenty 😉 ). Możecie też zamieścić zdjęcie. Będzie nam miło, jeśli polubicie i udostępnicie ten post. Wyniki w Mikołajki – 6 grudnia o 20.00.

9 thoughts on “Gordonki – co warto wiedzieć o zajęciach umuzykalniających dla maluchów + KONKURS

  1. Z synkiem (aktualnie 9m) od września chodzimy na gordonki niedaleko domu i są to jego ulubione zajęcia. Jest jeszcze malutki, ale coraz bardziej rezolutny. Na wspomnianych zajęciach zdecydowanie najlepiej idzie mu trzymanie i granie na tamburynie 🙂 Jest przy tej czynności bardzo ruchliwy, że mama nie umie robić ładnego zdjęcia 😉

    1. jest chyba jakaś zależność, że im lepsza zabawa tym trudniej o zdjęcia 🙂 jak nasze dzieci zaangażują się w zabawę to też żaden aparat nie jest w stanie ich dogonić 😂

  2. Oh, mój 10 miesięczny szkrab uwielbia grać na… desce klozetowej 😂 Dostaje łyżki, łyżeczki, pałeczki, słomki i inne podłużne przedmioty, które mi się nawiną pod rękę i naparza w kibelek, a ja mam czas na szybki prysznic 😬

  3. Najbardziej lubię grac na nerwach męża! 😂😂😂
    Lubię też grac na swoich strunach glosoeych czyli po prostu spiewać synkowi. Osiągnęłam już chyba mistrzostwo w przerabianiu tekstow popularnych hitów 😃

  4. Na czym najbardziej lubimy grać? W domu mamy pianino, moja dwuletnie Lila dostawia do niego dwa krzesła i gramy wszystkie kotki na płotki, czarne barany, kaczki pstre i inne zwierzątka 😀 Mamy też pudło z instrumentami perkusyjnymi, marakasy, dzwonki, trójkąt… Mnóstwo fascynujących dźwięków! A jeśli chodzi o domowej roboty instrumenty, to przez długi czas były grane zwykłe butelki plastikowe z koralikami, ziarenkami czy też innymi wydającymi dźwięki różnościami. A ja chyba najbardziej lubię grać… Na własnym instrumencie, czyli głosie 🙂 Śpiewanie sobie i córce sprawia mi olbrzymią przyjemność, dlatego tak chętnie wybierzemy się na Melokoncert. Niestety nie zdążyłyśmy kupić biletów, więc w Was jedyna nadzieja 😀 😀 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *